Uwielbiam wszechwiedzących rodziców (i nie rodziców też)

Udało się! Będziecie rodzicami. Jesteście zachwyceni i już nie możecie doczekać się narodzin maluszka. I wtedy dopiero dowiadujecie się się jakich macie wokół siebie specjalistów od ciąży i wychowywania dzieci. Słyszycie całą masę rad dotyczących zakupów, metod uspokajania i wychowania.

Nagle okazuje się, że źle przytyłaś w ciąży bo 10 kg to stanowczo za mało, źle się odżywiasz, bo powinnaś jeść za dwoje (czyli duuużo) a nie dla dwojga (czyli zdrowo). Jak to jesz cytrusy i kiełbasę? Dziewczyno przecież Ty piersią karmisz! Kto to słyszał żeby dziecko nosić, przecież wychowacie małego terrorystę. Ale po co to tyle przytulać? Płacze? Odłóżcie i niech poryczy. Krzywda jej się nie stanie. Najwyżej płuca sobie wyrobi. Dobrze śpi w nocy? Poczekajcie, niedługo przestanie i będzie wam się co chwila budzić. Po co wy tak tego dzieciaka wszędzie ciągniecie? Do znajomych, na wakacje? Lepiej w domu posiedzieć. Z moim dzieckiem to się nigdzie nie dało wyjechać. Z waszym też tak będzie, zobaczycie. Po co tam często na spacery wychodzić? Za ciepło je ubieracie, za lekko. (i weź tu bądź mądry) Koniecznie musicie kupić to czy tamto bo u naszego dzieciaczka to się idealnie sprawdziło. A po co z maluchem na basen chodzić? Przecież ma wannę. Dlaczego jeszcze nie wprowadziliście stałego pokarmu? Przecież tydzień temu skończyła cztery miesiące! No kto to widział żeby dziecko ze smoka nie korzystało? Jeszcze tego będziecie żałowali.

I to ciągłe straszenie – poczekajcie, niedługo się zacznie. A jak już minie pierwszy trymestr ciąży, drugi, trzeci. Poród? Już teraz zacznij się bać. Urodziło się? No to teraz zacznie się gehenna, nieprzespane noce, ciągły płacz, nigdzie nie wyjdziecie.  Teraz to jest małe, to jeszcze macie dobrze. Ale jak już zacznie ząbkować, siedzieć, raczkować, chodzić. Wychodzi na to, że rodzicielstwo to niekończące się pasmo udręk, które mamy na własne życzenie (ja się czasem zastanawiam, jakim cudem nasz gatunek przetrwał z takim podejściem).

dwa bobaski trzymające się za rączki

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że najczęściej te dobre rady i różnego rodzaju uwagi słyszymy z ust osób, które jeszcze dzieci nie mają lub mają jedno dziecko niewiele starsze od naszego. Często też te osoby wypowiadają się zupełnie o zdanie nie pytane.

Z naszego doświadczenia okazuje się, że rodzice, którzy mają więcej dzieci i najlepiej już troszkę odchowanych rzadziej wtrącają się w wychowanie nie swojego dziecka. Nie uważają, że wiedzą wszystko najlepiej i tylko ich metody wychowawcze  są dobre. Owszem, z chęcią udzielą Ci rad jeśli o to zapytasz. Ale szybciej powiedzą, że u nich sprawdziło się to czy tamto i możesz to wypróbować u siebie. Nie twierdzą, że mają monopol na wiedzę. Starają się pamiętać, że każde dziecko jest inne i nie u każdego sprawdza się ten sam schemat. Nie straszą rodzicielstwem jak Buką z Muminków.

Jesteś wszechwiedzącym (nie) rodzicem? Zanim wygłosisz milion mądrości ugryź się w język i zastanów czy druga strona naprawdę tego potrzebuje. Czy naprawdę tak dobrze znasz nie swoje dziecko aby udzielać rad. Żeby nie było – nie mam nic przeciwko ciekawym pomysłom, podpowiadaniu, doradzaniu. Ale może warto chwilę się wstrzymać i poczekać aż ktoś o tę radę poprosi.

neon pytanie


zdjęcia Pixabay

Jeden komentarz przy “Uwielbiam wszechwiedzących rodziców (i nie rodziców też)

  1. Kamil napisał/a:

    Coś w tym jest że ludzie bardzo chętnie wręcz wciskają swoje doświadczenia jako wiedzę objawioną. Niby intencje są zazwyczaj bardzo szczytne ale wychodzi często słabo zwłaszcza że czasy i koncepcje się zmieniają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge